Lifestyle blog Ireland. O życiu na zielonej wyspie. Irlandia ciekawostki, praca, przepisy, miejsca które warto zobaczyć.
surprise in ireland
Useful

10 rzeczy które zaskoczą cię w Irlandii

Jadąc do Indii, Japonii, czy w południowoamerykańską dżunglę oczekiwałabym zaskoczenia na każdym kroku. Inna kultura niesie ze sobą nieznane zwyczaje. Inny sposób pozdrawiania się na ulicy, różniące się od europejskiego menu. Domy też udekorowane bardzo tubylczo.

Irlandia tak blisko, taka swojska, a jednak nie do końca zrozumiała. W niektórych momentach wydawało mi się, że kręcą tu czeski film. Jedna abstrakcja goniła drugą. Wiele rzeczy nie miało dla mnie logicznego wytłumaczenia. Pomijam lewostronny ruch na drogach. Choć na to w pierwszej kolejności należy wziąć poprawkę. Nawet jeśli nie jeździsz samochodem, to musisz przejść przez jezdnię. W centrum miasta zastosowano bardzo mądre rozwiązanie – znaki wspomagające. Na asfalcie napisane jest: look left, albo look right.

Palmy na ulicy w środku zimy

Moja logika została znokautowana. Jadąc na południe spodziewam się pięknych roślin, które w egzotycznym klimacie Egiptu, czy Maroko kwitną cały rok. Jednak Irlandia leży na północy Europy. Więc klimat powinien być chłodniejszy. Wiedziałam, że nie ma tu mroźnych zim, ale palm na ulicy się nie spodziewałam. Zaskoczenie pierwszego stopnia. Ale miłe, nawet bardzo. Niedawno przyjaciel opowiedział mi co jest tego przyczyną. Ponoć miliony lat temu, gdy nastąpił podział na kontynenty, od części którą znamy jako Ameryka Południowa odłączyła się mała wysepka i popłynęła na północ. Ziemia tu została gorąca mimo chłodnego klimatu.

Dwa krany w umywalce

I po co to komu? Średniowiecze w wydaniu współczesnym. Zamiast lać wodę do miski i wylewać ją na dwór, to nowoczesną umywalkę zamontowano w łazience. Taką z odpływem. Uwaga! Korek niezbędny do wymieszania wody. Chyba że wolisz najpierw się sparzyć, a potem oziębić. A umyć się trzeba. Szczególnie jak korzystało się z toalety i spuszczało wodę tą dziwną klamką. Nie prościej używać guzika w ścianie?

Okna otwierane na zewnątrz, a drzwi zamykane klamką do góry

O zgrozo, jeśli nikt nie udzieli ci dokładnej instrukcji jak zamknąć drzwi to nie wyjdziesz z domu. Zamek jest, klucz masz i nic nie zdziałasz. Nawet zaklęcia nie pomagają. Trzeba klamkę odciągnąć do góry, by zwolnić mechanizm blokujący. Jakbym miała uciekać do swojego domu i chciała się w nim szybko zamknąć przed niechcianymi gośćmi, to miałabym kłopot. Dobrze, że choć otworzyć można łatwo. Bo w razie pożaru to jedyna droga ucieczki. Oknem się nie da. Dziwne przepisy budowlane określają, że muszą otwierać się na zewnątrz. W domach część okien nie otwiera się wcale, a te które mają taką możliwość, to okna dzielone w pionie na dwa małe, uchylne na zewnątrz. Próbowałam sobie wyobrazić siebie skaczącą w dół. Mogłabym wystawić najpierw głowę, ale lądowanie na ziemi główką w dół to pewna śmierć. Więc odwrotnie, nogi i tyłek. W takim wypadku nie widzą na co skaczę. Porażka. Zmieńcie ten przepis! Chyba że ma na celu zwiększenie zatrudnienia w sektorze „myję okno z drabiny”.

Trójdziurkowe gniazdka

Gdyby takie były w Polsce to pomyślałabym, że producent przejściówek dał dużą łapówkę ekipie rządzącej, żeby taki przepis utrzymać w mocy. Ani to wygodne, ani praktyczne. Urządzeń które są dostępne w Irlandii nie da się podłączyć na kontynencie. Te przywiezione ze sobą owszem można, dłubiąc w górnej dziurce gniazdka wykałaczką, zwalniając blokadę. Zawsze możesz też wydać 5 euro na przejściówkę.

Wszystko beżowe

Okropność. Beż to nie kolor, to brudny biały. Dlaczego wszystkie pomieszczenia w domu są pomalowane tym kolorem. Nikt mi nie wmówi, że to landord chce usilnie zaoszczędzić kilka euro (farba w kolorze „magnolia” jest najtańsza). Ja też jestem oszczędna, ale moje poczucie estetyki cierpi. I jeszcze te listwy na ścianie. Przypominają mi angielskie domy z przełomu wieku, które widywałam w filmach, gdzie dolna część była oddzielona od górnej, żeby łatwiej było przykleić tapetę w inny wzorek. Byłam przekonana, że ta sceneria jest już tylko stosowana na kostiumowym planie filmowym.

Ubezpieczenie kierowcy a nie samochodu

W tym miejscu powinnam zrobić długą pauzę. Postaram się ująć to zwięźle. Jak mam prawo jazdy i chcę pojechać samochodem mojego chłopaka to nie mogę. Bo primo. Podczas ubezpieczania auta należy podać kierowcę, pierwszego ewentualnie drugiego. Jeśli takowy nie figuruje na liście, a zdarzyłby się wypadek ubezpieczyciel może się wypiąć. Secondo. Kwota ubezpieczenia zależy od samochodu, który rocznik, wielkość silnika, oraz kierowcy, jego wieku (poniżej 25 lat bardzo drogo), historii ubezpieczenia. Ale uwaga! Zależy to też od tego jak długo masz prawo jazdy i jak długo jeździsz w Irlandii. Nieważne, że w swoim kraju licencję masz już 20 lat, bezszkodowej udokumentowanej jazdy ponad 10. Jeśli dopiero co przyjechałeś na wyspę to i tak zapłacisz sporo. A jeśli masz jakiś samochód w swoim kraju to w Irlandii nie uwzględnią ci wypracowanych zniżek, chyba że zakończysz tą polisę, czyli w praktyce sprzedasz samochód. Możesz też swoje prawo jazdy zamienić na irlandzki papierek, bo z nim będzie polisa mniej kosztować. Dyskryminacja europejskich dokumentów jest aż nadto jawna, ale co zrobić, oszczędzać trzeba. A tak przy okazji to ktoś może mnie poinformować dlaczego w tym roku każda firma ubezpieczeniowa podniosła ceny?

Bank który nie chce moich pieniędzy

Chcę dać, a oni nie chcą wziąć. Ludzie co się porobiło. Myślałam, że każdy bank w każdym kraju działa na podobnej zasadzie. Zrobią wszystko, żeby na tobie zarobić. Nieważna czy chcesz założyć zwykły rachunek, otworzyć lokatę oszczędnościową, czy wziąć kredyt. Wszystkie usługi są wyceniane i płaci za nie klient, czyli ja. Więc w czym problem? Ano, w tym, że muszę udowodnić gdzie mieszkam, że pracuję, bo od niepracujących to oni kasy nie przyjmują, nawet jeśli miałabym milionowe oszczędności w banku w swoim kraju. Czy banki szwajcarskie też mają takie wymagania?

Wszyscy nad wyraz mili

Bardzo bardzo mili. Uśmiechają się z daleka, za każdym razem pytają How are you? I nie oczekują odpowiedzi. Trochę to sztuczne. A jeśli chcesz odpowiedzieć coś innego niż Ok, I’m fine, to lepiej ugryź się w język. Narzekania nikt tu nie akceptuje. Najdziwniejsze pozdrowienia jakie widziałam, tak widziałam, nie słyszałam, to od kierowców mijających się na drodze. Dziwny grymas twarzy i machnięcia głową w bok nigdy bym nie zaliczyła na poczet pozdrowienia. A jednak. Trzeba też tak odpowiedzieć. Tylko jak nauczyć się tego dziwnego odruchu. Ale wybaczam wszystko za te cudowne optymistycznie uśmiechy rozdawane na prawo i lewo.

Czy ktoś tu mówi po angielsku?

Wieża Babel. Chodząc po ulicy czy siedząc w autobusie, angielski jest ostatnim językiem jaki możesz usłyszeć. Królują tu języki latynoskie i wschodnioeuropejskie. Polacy i Rumuni to dwie największe mniejszości narodowe w Irlandii. Na każdej budowie i w każdym supermarkecie znajdziesz pracownika mówiącego w tym języku. W centrum najczęściej słychać hiszpański w jego wielu odmianach, zarówno tej ze starego kontynentu jak i z Ameryki Południowej. Wielu studentów przyjeżdża tu szkolić swój English. Dziwne jest to, że słuchając Irlandczyków, też mam wrażenie, że mówią nie angielskim. Nie takim jaki znam. Owszem, co któreś słowo jest zrozumiałe, ale reszta nie. Ludzie mówcie do mnie wolniej, wyraźniej, najlepiej drukowanymi literami.
Mnogość ludzi wszędzie. O’connell street główna ulica w Dublinie, Henry i Grafton street, gdzie znajdują się duże sklepy, czy zwykły Aldi, Lidl czy Tesco. Wszędzie pełno ludzi. Tłumy. Na parkingu brak wolnych miejsc. Niezależnie czy to poniedziałek rano, czwartek po południu czy niedziela. Wszyscy mają czas, niespiesznie robiąc zakupy. Nie pracują i mają pieniądze? Nic z tego nie rozumiem.

Wesołe pierdnięcia

Biurowiec. Parter. Kilka osób czeka aż pojawi się winda. Wsiadają. Jeden gość puszcza siarczystego bąka, wciska guzik z numerem 1 i wysiada zostawiając przykry zapach w środku. Drzwi się zamykają. Co robi reszta pasażerów? Śmieją się. Super kawał co nie? Ale to prawda! Nikt tu nie jest zgorszony, oburzony, czy zniesmaczony. Oni chyba dosłownie wyznają zasadę: Nic co ludzkie nie jest mi obce. Tylko co w tym zabawnego?

Z pewnością przebywając w Irlandii spotkało cię szereg innych mniej lub bardziej zadziwiających niespodzianek. Podziel się ze mną. Ostrzeż. Powiedz jak sobie z tym radzić.

  • Powodzenia w szukaniu domu. Ja już odpuściłam. Pocieszam się tylko kwiatami, które właśnie zakwitły w ogródku. Posadziłam je oczywiście sama bez wiedzy właściciela, ale może mi głowy za to nie urwie…

  • To prawda, przeprowadzałam się kilka razy i oglądałam mnóstwo domów, i wszędzie ściany w kolorze magnolii, okropność :( Z Bank of Ireland też mam problem – nie chcą mi zmienić adresu, pół roku wysyłają mi na stary adres, a na nowy nie chcą zmienić bo nie mam rachunków na siebie, więc mój landlord napisał list że mieszkam tu i tu i to też nie odpowiadało pani w banku bo list nie był na firmowym papierze :), więc na razie odpuściłam, nie zmieniam tego adresu, tym bardziej że cały czas szukam jakiegoś domu, czy mieszkania z lepszym standardem, a w niewygórowanej cenie a zaleźć jest niesamowicie trudno. Pozdrawiam z Carlow :)